Twój budżet marketingowy jest dziś przepalany na darmo. Dlaczego UX wygrywa z płatnym ruchem w e-commerce? | Krzysiek Miotk
Płacisz dziesiątki tysięcy złotych za reklamy i czekasz na wzrost sprzedaży miesiącami? A może wciąż wierzysz, że kolejne zmiany w kampaniach na Facebooku lub w Google mają największy biznesowy sens? Zła wiadomość: zasady gry w e-commerce są brutalne, a Twój drogi ruch prawdopodobnie traci na znaczeniu przez szkolne błędy na Twojej własnej stronie.
W najnowszym odcinku naszego podcastu gościmy Krzyśka Miotka, eksperta, badacza i foundera agencji UX, znanego w sieci jako Wiedźmin UX. Krzysiek zrzuca prawdziwą bombę na dotychczasowe postrzeganie optymalizacji e-commerce i wyceny projektów. Rozmawiamy o tym, dlaczego brak informacji o wymiarach komody potrafi zablokować sprzedaż mimo świetnych reklam, jak sztuczna inteligencja w analizie UX wciąż generuje groźne halucynacje i dlaczego to eliminacja krytycznych błędów, a nie pompowanie budżetu w marketing, decyduje obecnie o być albo nie być każdego sklepu internetowego.
💡 Czego dowiesz się z tego artykułu (i odcinka)?
Dlaczego ślepe pompowanie budżetu w reklamy bez audytu UX to przepalanie pieniędzy i jak zacząć efektywnie zarządzać ryzykiem w e-commerce?
Jak proste przejście przez własny sklep w „trybie incognito” pozwala uratować konwersję w jeden dzień, zamiast czekać na analizy i płacić drogim agencjom?
Dlaczego sam ruch na stronie przestał być gwarancją sukcesu, a kluczem do trzykrotnego wzrostu sprzedaży stało się dodanie wymiarów mebli i widocznej informacji o darmowej dostawie?
Czym są rzetelne badania z użytkownikami i dlaczego to obserwacja zachowań (na próbie zaledwie 18 osób) obnaża brutalną prawdę, o której ludzie nigdy nie powiedzą Ci wprost?
Dlaczego sztuczna inteligencja w badaniach UX to obecnie wciąż tylko „halucynujący asystent”, który w rękach amatora wygeneruje błędne rekomendacje i narobi więcej szkody niż pożytku?
Twój ruch na stronie jest dziś przepalany. Dlaczego audyt UX wygrał z pompowaniem budżetu w reklamy? | Krzysiek Miotk
Płacisz dziesiątki tysięcy złotych za kampanie reklamowe i czekasz na zwrot miesiącami? A może wciąż wierzysz, że kolejna zmiana ustawień w Facebook Ads ma największy biznesowy sens? Zła wiadomość: zasady gry w e-commerce właśnie zmieniły się o 180 stopni, a Twój drogo kupiony ruch prawdopodobnie odbija się od ściany szkolnych błędów na Twojej stronie.
W najnowszym odcinku naszego podcastu gościmy Krzyśka Miotka, foundera agencji badawczo-projektowej UX, znanego w sieci jako „Wiedźmin UX”. Krzysiek zrzuca prawdziwą bombę na dotychczasowe postrzeganie optymalizacji e-commerce i zarządzania budżetem. Rozmawiamy o tym, dlaczego brak informacji o wymiarach komody potrafi zablokować sprzedaż skuteczniej niż zła reklama, jak sztuczna inteligencja halucynuje w badaniach zachowań klientów i dlaczego to wyeliminowanie krytycznych błędów (a nie pompowanie budżetu) decyduje obecnie o być albo nie być każdego sklepu.
💡 Czego dowiesz się z tego artykułu (i odcinka)?
Dlaczego model „pompowania budżetu w kampanie” to przepalanie pieniędzy i jak przejść na zarządzanie ryzykiem biznesowym dzięki badaniom UX?
Jak proste przejście przez własny sklep w „trybie incognito” pozwala uratować konwersję w jeden dzień, bez wydawania tysięcy na agencję?
Dlaczego sam ruch przestał być wartościowym zasobem, a kluczem do wzrostu sprzedaży (nawet x3) stało się wyeliminowanie błędów krytycznych?
Czym są tzw. „szturchańce” na stronie i dlaczego przez nie Twój klient ma ochotę wyrzucić laptopa przez okno?
Dlaczego sztuczna inteligencja to dziś tylko przydatny „transkryptor”, który w rękach amatora wygeneruje błędne rekomendacje i narobi więcej szkody niż pożytku?
🛑 Koniec ślepego pompowania budżetu. Przepalasz budżet na reklamy?
Większość founderów i właścicieli sklepów żyje w przekonaniu, że jeśli e-commerce nie sprzedaje, trzeba zmienić agencję marketingową i dolać budżetu w kampanie. Prawda w erze wysokiej konkurencji jest znacznie bardziej brutalna. Z doświadczeń Krzyśka i Bartka wynika, że bez odpowiednich fundamentów na stronie – takich jak widoczna informacja o darmowej dostawie czy wymiary produktu – cały ten ruch ląduje w koszu. Dlaczego płacenie za sam ruch przestało mieć sens?
„Mieliśmy klienta sprzedającego meble. Trzy poprzednie agencje szukały problemu w kampaniach, zmieniały je na różne sposoby. A na sklepie po prostu nie było wymiarów komody. Kto kupi mebel, jeśli nie wie, czy zmieści się do pokoju?” – tłumaczy Bartek. Jedynym uczciwym i logicznym krokiem w dzisiejszych realiach jest usunięcie blokerów ze strony. Po dodaniu wymiarów do kart produktowych, sprzedaż urosła trzykrotnie na tym samym budżecie.
🪦 Koniec domysłów, jakie znamy. Co z przewagą użyteczności?
Przez lata budowanie sklepów opierało się na instalowaniu gotowych szablonów i zgadywaniu, czego chce klient. Według Krzyśka, deklaracje klientów i ślepe kopiowanie od konkurencji drastycznie straciły na znaczeniu.
Deklaracje to żaden asset: Kiedy zapytasz klienta wprost, jak mu się kupowało, zazwyczaj powie: „Super, wszystko łatwo”, bo ludzie nie chcą Cię obrażać. Prawdziwą wartość dają dopiero badania oparte na obserwacji – kiedy widzisz, jak użytkownik gubi się na stronie, wzdycha i męczy z interfejsem.
Optymalizacja > Tani ruch: Kiedyś można było nadrabiać błędy tanim ruchem. Dzisiaj? Dzisiaj masz na stronie gigantyczne bloki tekstu SEO zasłaniające produkty albo 40 filtrów z rodzajami kamieni szlachetnych, z których korzysta zaledwie garstka osób. Przebicie się przez szum informacyjny bez intuicyjnej i bezbłędnej ścieżki zakupowej będzie ekstremalnie trudne.
🛒 „Szturchańce w tramwaju”: Kiedy małe błędy stają się Twoją porażką
To jeden z najbardziej trafnych momentów naszej rozmowy. Krzysiek zwraca uwagę na kluczową metaforę dotyczącą błędów UX: błędy na stronie są jak szturchanie w tramwaju. O ile jedno przypadkowe szturchnięcie nikomu nie robi krzywedy, o tyle jeśli ktoś szturchnie Cię 50 razy, masz ochotę wyrzucić go przez wyjście awaryjne. Wyobraź sobie sytuację: klient wchodzi na sklep, wyskakuje mu 10 pop-upów zasłaniających wyszukiwarkę, a okienko chatu zasłania w połowie przycisk „Dodaj do koszyka”. Jeśli Twoja firma nie wykształci kompetencji w wyłapywaniu i usuwaniu takich „szturchańców”, stworzysz jedynie frustrujący labirynt, z którego klient ucieknie do konkurencji.
🤖 Koniec mitu nieomylnej AI – Czy sztuczna inteligencja zastąpi badaczy UX?
Wraz z rewolucją narzędzi OpenAI powraca strach o redukcję etatów. Z perspektywy badawczej zgadzamy się z Krzyśkiem w jednym: AI drastycznie ułatwia pracę (np. bezbłędnie transkrybuje wywiady z marginesem błędu 5%), ale jako analityk wciąż jest potwornie naiwna i halucynuje. Krzysiek podaje doskonały przykład: AI cierpi na efekt potwierdzenia (konfirmacji). Jeśli wgrasz 700 stron wywiadów i poprosisz o dowody na poparcie swojej tezy, uśrednione AI po prostu Ci przytaknie i znajdzie to, czego szukasz, nawet wymyślając cytaty. Aby przetrwać i wyciągać prawdziwe biznesowe wnioski, wciąż potrzebna jest wiedza domenowa. Jeśli zdasz się wyłącznie na AI przy optymalizacji sklepu, dostaniesz złe rekomendacje, zapłacisz za ich wdrożenie i ostatecznie stracisz podwójnie na spadku konwersji.
🛠️ Narzędzia i strategie wspomniane w odcinku:
Podczas rozmowy Krzysiek i Bartek opowiedzieli o narzędziach i strategiach, które drastycznie wpływają na sprzedaż w e-commerce:
Tryb Incognito: Najprostsze, darmowe i najszybsze narzędzie. Przeklikanie własnej ścieżki zakupowej w trybie prywatnym pozwala wyłapać błędy, do których właściciel sklepu zdążył się już przyzwyczaić.
Hotjar / Clarity: Potężne środowiska do analityki jakościowej i nagrywania sesji użytkowników. Niestety, w wielu sklepach są poprawnie zainstalowane, ale nikt do nich nigdy nie zagląda.
Kategoryzacja błędów UX: Strategia podziału błędów na „małe”, „duże” i „krytyczne” (tzw. blokery). Pozwala w ciągu dwóch dni wdrożyć poprawki, które natychmiast ratują konwersję przed startem wysokiego sezonu sprzedażowego.
🚀 Chcesz przygotować swój sklep na wyzwania przyszłości?
Rewolucja AI i rosnące koszty reklam to nie pieśń przyszłości – ona dzieje się w narzędziach Twojej konkurencji dokładnie w tej chwili. Aby utrzymać pozycję na rynku, Twój e-commerce potrzebuje solidnych, zwinnych procesów i strategii, w której budżet idzie na wzrost sprzedaży i usuwanie blokerów, a nie przepalanie środków na ślepy ruch. W ProjectUp jesteśmy agencją performance marketingu dedykowaną wyłącznie dla e-commerce. Działamy w oparciu o autorską metodykę, skalując sprzedaż naszych klientów i pomagając im odnaleźć się w gąszczu zmian – wykorzystując technologię do maksimum.
Sprawdź, czy Twój sklep jest gotowy na skalowanie! 👉 Umów się na bezpłatną konsultację strategiczną i wycenę indywidualną z naszym zespołem.
Wersja do czytania
🎙️ Transkrypcja odcinka: Badania UX, optymalizacja e-commerce i pułapki AI | Krzysiek Miotk
RozwińPoniżej znajdziesz pełny zapis (transkrypcję) rozmowy Bartosza Manickiego z ekspertem ds. badań użyteczności, founderem agencji UX i twórcą podcastu „UX po godzinach”, Krzyśkiem Miotkiem. To kompendium wiedzy dla każdego właściciela biznesu, sklepu internetowego i marketera, który chce przestać przepalać budżety na nieskuteczne kampanie reklamowe i zacząć ratować konwersję bezpośrednio na własnej stronie.
W trakcie wywiadu obalamy najczęstsze mity dotyczące optymalizacji sklepów internetowych i analizy zachowań klientów – od błędnego przekonania, że „spadek sprzedaży to wina źle ustawionych reklam”, po wiarę w to, że deklaracje użytkowników (to, co mówią) pokrywają się z rzeczywistością (tym, co robią). Dokument ten zawiera szczegółowe wyjaśnienia dotyczące obniżania ryzyka biznesowego poprzez odpowiednio zaplanowane badania UX, wyłapywania irytujących „szturchańców” w interfejsie oraz tego, dlaczego usunięcie zaledwie jednego krytycznego błędu na ścieżce zakupowej (np. braku wymiarów mebli) potrafi błyskawicznie podnieść sprzedaż na tym samym budżecie.
W tej transkrypcji przeczytasz o:
Końcu ślepego pompowania budżetów reklamowych: Dlaczego ciągłe zwiększanie wydatków na płatny ruch przy dziurawym sklepie to przepalanie pieniędzy i jak wdrożenie twardego audytu UX ratuje Twój biznes przed sezonem.
Sile darmowej analityki i „trybu incognito”: Jak w jeden dzień wyłapać krytyczne błędy blokujące sprzedaż, po prostu wcielając się w swojego klienta, bez konieczności wydawania kilkudziesięciu tysięcy złotych na agencję.
Nowych fundamentach e-commerce (Obserwacja > Deklaracje): Dlaczego ślepe opieranie się na tym, co klienci deklarują w ankietach przestało mieć sens i jak wyeliminowanie UX-owych „szturchańców w tramwaju” (np. dziesięciu pop-upów na mobile) drastycznie obniża porzucanie koszyków.
Micie nieomylnej AI w badaniach: Dlaczego sztuczna inteligencja to obecnie doskonały „transkryptor”, ale w rękach amatora przy zaawansowanej analityce staje się maszyną do halucynowania (tzw. efekt konfirmacji), która wygeneruje fałszywe rekomendacje i narobi więcej szkód niż pożytku.
Bartek: Cześć.
Krzysztof: Cześć.
Bartek: Miło mi ciebie gościć. Dzisiaj miałbym prośbę na start, żebyś się przedstawił, powiedział, czym się zajmujesz i o czym będziemy dzisiaj rozmawiać.
Krzysztof: Nazywam się Krzysiek Miotk. Jestem UX-em i prowadzę agencję specjalizującą się przede wszystkim w badaniach UX-owych. Moje życie zawodowe obraca się wokół tego tematu już od wielu lat. Jestem kierownikiem studiów z tego zakresu, prowadzę agencję, osobiście realizuję wiele badań, a także nagrywam podcast „UX po godzinach”. Większość mojego życia obraca się więc wokół UX-a.
Bartek: Super. Z tego, co wiem, to chyba też dużo występujesz. Powiedz na starcie, gdzie w tym roku będzie można ciebie zobaczyć.
Krzysztof: Na pewno na „I Love Marketing”. To jest potwierdzone przede wszystkim. Zobaczymy jeszcze, jakie inne sceny się pojawią. Będę chyba na semKRK w Krakowie, tam też zostałem zaproszony. Ciężko mi to w tej chwili precyzyjnie przytoczyć, bo zaproszeń jest sporo – część akceptuję, część odrzucam. Przez kilka lat z rzędu występowałem na Infoshare. W tym roku jeszcze nie wiem, nie wszystkie zaproszenia spłynęły, więc zobaczymy. Kilka większych wydarzeń jest już jednak potwierdzonych.
Bartek: Okej. O czym dzisiaj porozmawiamy?
Krzysztof: Mam nadzieję, że o UX-ie, bo tylko na tym się znamy.
Bartek: Dobrze, żeby to miało wartość dla naszych odbiorców – a głównie są to sklepy internetowe – skupmy się właśnie na tej części. Naturalnie popłyniemy pewnie szerzej, ale miejmy z tyłu głowy e-commerce. Powiedziałeś, że specjalizujecie się w badaniach. Z mojej perspektywy to najbardziej zaniedbana część rynku marketingowego. Właściwie nikt tego nie robi. Dlaczego?
Krzysztof: Dlaczego tego nie robią? Powodów jest kilka. Przede wszystkim świadomość zawsze była niższa. Ważnym aspektem jest to, że badań namacalnie nie widać. W odróżnieniu od designu, gdzie dzięki nowoczesnym narzędziom możesz w dziesięć minut coś zwizualizować i zrobić efekt „wow”, w badaniach efektem jest raport z rekomendacjami lub warsztaty. Namacalny zysk pojawia się dopiero później, więc brakuje tego natychmiastowego zachwytu. Ponadto część osób nie umie z takimi badaniami nic zrobić i proces na nich się kończy. To trochę wina nas, badaczy, że nie nauczyliśmy rynku przekładać tego na namacalne efekty. Badacze badaczom zgotowali ten los. Druga rzecz to koszty. Etycznie przeprowadzone badania są kosztowne. My często pracujemy z dużymi markami, bo uczciwie płacimy respondentom za ich czas.
Bartek: To jest w ogóle dla niektórych abstrakcja, że zwykłemu Kowalskiemu z ulicy trzeba zapłacić 100 czy 150 zł za godzinę rozmowy o tym, jak używa produktu czy strony internetowej. Kiedy pomnożymy to przez liczbę osób i doliczymy podatki, robi się z tego spory procent kosztów.
Krzysztof: Ludzie się dziwią, że trzeba za to płacić. A ja tłumaczę: tak samo musisz płacić pracownikom. Należy wynagrodzić rozmówcę za poświęcony czas, inaczej to po prostu nie zadziała. Niestety to podnosi koszty. Dlatego badania robi się w odpowiednich momentach. Trzeba wiedzieć, kiedy je odpuścić, a kiedy są niezbędne. Chodzi tu o zarządzanie ryzykiem. Przestrzeń na to powinna być zarówno w startupie, jak i w korporacji. Korporacje z reguły wiedzą już, że warto badać. Dług technologiczny sprawia, że wdrożenie błędnych rozwiązań na produkcję kosztuje znacznie więcej. Utracona konwersja oraz wydatki na poprawki w kodzie i designie to koszty kilkukrotnie przewyższające budżet samych badań.
Bartek: Kiedy mówimy o kwotach i opłacalności, zastanawiam się, gdzie jest ten minimalny próg? Na przykład, jeśli mam sklep robiący 100 tysięcy przychodu miesięcznie i chcę go skalować albo wyjść na inne rynki, czy to jest ten moment? Zdefiniujmy próg minimalny i wskaż sytuacje, kiedy naprawdę warto inwestować w badania.
Krzysztof: Właściwie, tak jak wspominałem, nawet w przypadku startupów są momenty, kiedy warto robić badania, mimo że przychód wynosi zero. Kiedy? Na etapie discovery, czyli rozpoznania rynku. Załóżmy, że potrzebujemy miliona złotych, by zbudować produkt od zera. Dowiedzenie się w pierwszym miesiącu, że twój pomysł kompletnie nie ma sensu – i wydanie na to powiedzmy 40 tysięcy – to ułamek kosztów w porównaniu do poświęcenia dwóch lat, wydania dwóch milionów i ostatecznego upadku. To błąd w zarządzaniu ryzykiem sprawia, że firmy chcąc oszczędzić, przechodzą od razu do kodowania i marketingu, a potem promują coś, czego nikt nie chce. Miałem przypadki, gdzie już w pierwszym miesiącu dowiozłem badania mówiące, że absolutnie nikt nie potrzebuje danego produktu. Zrzucono na mnie wtedy odpowiedzialność za piwot w tej organizacji. Byłem mocno zestresowany, ale w dwa tygodnie wypracowaliśmy nowy kierunek z zespołem startupu. Po roku zdobyliśmy 54 miliony finansowania, co na pewno by się nie udało przy pierwotnym pomyśle. Szef powiedział mi wtedy mądrze: „Zbadałeś i wiesz, czego chcą. Masz ludzi w firmie, zrób tak, żeby nas chcieli”. To zadziałało. W przypadku e-commerce’ów, przy przychodach rzędu 100 tysięcy, warto działać. Powinniśmy chociaż raz w roku przebadać główną ścieżkę zakupową z użytkownikami. Przy pełnym delegowaniu tego na zewnątrz, to koszt rzędu 30-40 tysięcy złotych. Można to zoptymalizować, angażując własnych pracowników pod moim nadzorem, co obniża kwotę o połowę. Tego bym jednak nie polecał firmom, które nie mają osób z wiedzą o UX-ie. Nawet jeśli nie znajdziemy wielu błędów – co w sumie w mojej karierze się nie zdarzyło – dochodzi temat upsellingu i cross-sellingu. Kiedyś robiłem badania dla księgarni internetowej. Zaczynał się rok szkolny, więc duży przychód generowały podręczniki. Standardowy cross-selling to proponowanie piórnika. Prawdziwą zmorą rodziców okazał się jednak flet. Dzieci często przypominają sobie po południu, że potrzebują fletu na jutro, a rodzic musi go szukać po całym mieście. Zaoferowanie prostego fletu, na co wcześniej nie wpadła żadna konkurencja, zwiększyło wartość koszyka, a po roku zauważyliśmy znacznie wyższą retencję. Odciążyliśmy użytkowników, a oni docenili, że pomyśleliśmy za nich.
Bartek: Wyobraźmy sobie taki scenariusz. Mam e-commerce ze 100 tysiącami przychodu. Po naszej rozmowie decyduję się na badanie. Przychodzę i mówię: „Dzień dobry, panie Krzysztofie. Chcielibyśmy zrobić badanie UX-owe, ale zupełnie się na tym nie znamy. Jakie typy badań powinniśmy wykonać, w jakiej kolejności i ile to zajmie?” Będę z tobą rozmawiał jako klient i improwizował na bieżąco.
Krzysztof: Okej, więc proces wygląda tak: przede wszystkim sprawdzam, czy macie na to budżet. Jeśli go nie ma, proponuję zacząć od audytu bazującego na twardych danych. Jesteśmy firmą badawczo-projektową, więc pytam, czy macie zainstalowane narzędzia do analityki jakościowej, jak Hotjar czy Clarity.
Bartek: Mamy zainstalowane Clarity, które zbiera dane, ale nigdy do niego nie zaglądaliśmy. Mamy też skonfigurowane GA4 i Google Search Console, jednak specjalnie ich nie analizujemy.
Krzysztof: Dobrze. Kiedy planujecie wprowadzić zmiany i do czego się szykujecie?
Bartek: To sklep ogrodniczy, za trzy miesiące startuje sezon. Mamy grudzień, w lutym i marcu rusza sprzedaż, a szczyt trwa do lipca. Chcielibyśmy zdążyć z poprawkami przed sezonem.
Krzysztof: To oznacza, że musimy zacząć natychmiast. Na wdrożenie poprawek przez wasz zespół trzeba liczyć od miesiąca do półtora. Za około cztery tygodnie powinniście otrzymać wyniki badań, plus potrzebujecie dwa tygodnie na poprawki designu. W pełni zdążycie. Jeśli będzie problem, jesteśmy w stanie wam pomóc z wdrożeniem. Zaczynamy od ustalenia grupy docelowej. Wiesz, kim są wasi klienci?
Bartek: Mamy dwie główne grupy. Pierwsza to młodzi ludzie, 22-28 lat. Nastała moda na ogrodnictwo balkonowe i przydomowe. Druga grupa to zatwardziali ogrodnicy z dziada pradziada, w wieku 40 plus.
Krzysztof: A czym oni się różnią w zachowaniach?
Bartek: Ci pierwsi bardzo szybko podejmują decyzje, kupują impulsywnie. Starsi natomiast szczegółowo analizują ofertę: ile jest nasion, jaka to odmiana i tak dalej.
Krzysztof: A czym jest dla nich ogród?
Bartek: Przede wszystkim hobby, sposobem spędzania czasu. Odpoczywają tam i dłubią w ziemi – to relaksuje jednych i drugich.
Krzysztof: Skąd to wszystko wiesz?
Bartek: Po pierwsze, sam mam ogród. Po drugie, mam znajomych ogrodników. Po trzecie, zajmujemy się tym od 15 lat i rozmawiamy z ludźmi w różnych sytuacjach. Widzimy też po prostu po podstawowej analityce, kto od nas kupuje.
Krzysztof: Ważne, żeby zrozumieć, czy mamy na to twarde dane, czy tylko zakładamy pewne rzeczy na podstawie obserwacji.
Bartek: Tu nie mamy twardych danych. Moglibyśmy pewnie je wyciągnąć, ale tego na ten moment nie robimy. Opieramy się na obserwacjach.
Krzysztof: Zrobimy tak: zaczniemy od audytu. W naszym procesie pierwsze krytyczne błędy do poprawy dostaniecie już za dwa dni. Dzięki temu będziecie mogli od razu ratować konwersję i zacząć pracować z waszym zespołem wdrożeniowym. W tym czasie, gdy wy będziecie pracować nad konwersją, my przejdziemy do badań. Ważne będzie podzielenie waszych klientów według zachowań. Zrobimy warsztaty z waszym zespołem, by upewnić się, czym dokładnie jest dla nich ogród. Mając Twoją wiedzę, podzielimy tę grupę – niekoniecznie wiekiem, ale właśnie tym, jaką rolę w ich życiu gra ogród. Przyjmuje się, że potrzebujemy pięciu, sześciu osób na grupę docelową, aby wykryć 80% błędów użyteczności w sklepie. Co więcej, możemy zbadać też klientów konkurencji. Robi się to rzadko, ale warto. Dowiemy się, czy brali was pod uwagę, czego u was brakuje, a co znają z innych sklepów. Pozwoli to wyrwać kawałek tortu konkurencji. Wstępnie proponuję 18 osób. Zrobimy trzy grupy po sześć osób, uwzględniając badanie klientów konkurencji. Badania potrwają około trzy tygodnie. Kiedy my będziemy je realizować, wy poprawicie błędy z audytu. Skończymy mniej więcej w tym samym czasie. Znalezione błędy podzielimy na trzystopniowej skali. Małe błędy to tacy „szturchańcy”. Jeśli ktoś szturchnie cię w tramwaju raz – nic się nie dzieje. Ale po 50 razie wypraszasz go przez wyjście awaryjne. Jeden czy pięć takich błędów to jeszcze nie tragedia, ale nie możemy pozwolić na ich nagromadzenie na stronie. Drugi poziom to duży błąd. Użytkownik z silną motywacją jakoś sobie z nim poradzi, ale wasza konwersja i tak ucierpi, bo w e-commerce klienci mają mnóstwo alternatyw. Błąd krytyczny to dramat. Oznacza to, że interfejs blokuje dokonanie transakcji, albo coś jest tak denerwujące, że klient woli rzucić laptopem, niż dokończyć zakupy. Tymi błędami zajmiecie się w pierwszej kolejności, żeby zdążyć przed sezonem.
Bartek: Brzmi ciekawie, ale chciałbym dowiedzieć się, jak takie badanie wygląda w praktyce. Co będziecie robić z tą osiemnastoosobową grupą?
Krzysztof: Opracujemy scenariusz zakładający przejście przez ścieżkę zakupową i sprawdzenie elementów, o których wspólnie zdecydujemy – np. kwestii konkurencji czy upsellingu. Następnie tworzymy screener badawczy, czyli ankietę kwalifikującą uczestników. Wypełnia ją na przykład od 200 do 500 osób, a kwalifikuje się około 20%. Potem do nich dzwonimy i umawiamy się na rozmowy. Wywiady trwają od godziny do półtorej w modelu „jeden na jeden”. Robimy to zdalnie, na współdzielonym ekranie. Użytkownik przechodzi waszą ścieżkę i wykonuje zadania. Zależy nam, by wiedzieć, dlaczego nie wszystko kupuje u was i po co idzie na marketplace. Później analizujemy wyniki. Skupiamy się głównie na tym, co człowiek robi, a nie na tym, co deklaruje. Ludzie z reguły są uprzejmi i nie chcą nikogo urazić, mówiąc: „Panie, masz beznadziejny sklep”. Dlatego w wywiadzie obserwujemy, czy uczestnik głośno wzdycha, jak długo wykonuje zadanie i czy realnie się gubi. Na tej podstawie tworzymy rekomendacje, mówiące, co zmienić na każdym etapie sklepu. Wychwytujemy też problemy procesowe, na przykład z infolinią czy komunikacją e-mailową. Chodzi o to, by zaprojektować ścieżkę od momentu, gdy klient myśli „idzie wiosna, trzeba przygotować ogród”, poprzez wyszukiwanie, aż do budowania lojalności za rok. W zależności od kompetencji waszego zespołu możemy wam pomóc we wdrożeniu tych rekomendacji.
Bartek: Działacie w biznesie dostarczania wyników. Czy z własnego doświadczenia, bez podawania nazw, mógłbyś powiedzieć, jakich wzrostów konwersji czy przychodów można się spodziewać po takich badaniach?
Krzysztof: Wszystko zależy od liczby krytycznych i dużych błędów. Jeżeli naprawisz kilka krytycznych, współczynnik konwersji potrafi wzrosnąć o kilkaset procent. Zdarza się jednak, że takich błędów nie ma, bo dbacie o swoje sklepy. Jeśli zostają tylko duże i małe błędy, mówimy o kilkudziesięciu procentach wzrostu w mniejszych firmach. W przypadku gigantów z ogromnym ruchem, z którymi głównie współpracuję, walczymy czasem tylko o ułamki procenta, a całe badanie ma zdecydowanie bardziej strategiczny niż operacyjny charakter.
Bartek: Chciałem wrócić do analizy i zapytać cię, czy testowaliście pomoc sztucznej inteligencji w takich badaniach mniejszych sklepów?
Krzysztof: Są na rynku narzędzia, ale osobiście bym ich nie użył u siebie, więc nie stosuję ich też wobec klientów. Stale monitoruję ten temat. Skala możliwości AI jest potężna, ale na ten moment przydaje mi się ono głównie do sprawnej transkrypcji wywiadów, gdzie błąd wynosi ok. 5% i jest to zazwyczaj prosta literówka, którą łatwo nanieść. Kiedy jednak testowałem sztuczną inteligencję do tworzenia scenariuszy – ładując masę długich poleceń i moją historyczną bazę – wygenerowany efekt był co najwyżej wystarczający. Zrobiłbym to samo o wiele szybciej, a każdy ogarnięty stażysta napisałby to równie dobrze. Przez wiele lat, a może i dwie dekady, AI nas tu nie zastąpi. Społecznie również wciąż nie jesteśmy do tego gotowi; sama ekscytacja rozmową z botem potrafi już na starcie wpłynąć na naturalne zachowanie konsumenta. Jeśli zaś chodzi o samą analizę wyników – AI wpada w pułapkę konfirmacji. Po wgraniu ogromnego wywiadu sztuczna inteligencja będzie szukać w nim wyłącznie tych argumentów, które mają udowodnić narzuconą przez badacza tezę. Więc gdybym nie miał zupełnie nic i chciał przeprowadzić badania, to może zaryzykowałbym użycie sztucznej inteligencji. Natomiast jeżeli mam już firmę, która generuje przychód, to czy oszczędność na tym jednym poziomie naprawdę sprawia, że warto wdrażać coś błędnego? To potrafi kosztować podwójnie. Miałem niedawno taki case. Pracuję z marką Early i cały czas współpracujemy, rozwijając tam procesy badawcze. Szukaliśmy inspiracji dla nowych wskaźników efektywności i podpytaliśmy model AI. Oczywiście model je wypisał i nawet bardzo mądrze to uzasadnił. Gdybyśmy się na tym nie znali, absolutnie byśmy na to patrzyli i stwierdzili, że ten wskaźnik idealnie mówi o celu biznesowym, który chcemy osiągnąć. Dopiero moja ekspercka wiedza podpowiedziała mi, że jedno absolutnie nie wynika z drugiego. Nie da się podejmować właściwych kroków, jeżeli twoje metryki są złe.
Bartek: Czyli mówiąc wprost: możemy wylać dziecko z kąpielą. Dostaniemy po prostu złe rekomendacje, zapłacimy za ich techniczne wdrożenie, przez co ostatecznie będziemy mieli jeszcze gorszą konwersję.
Krzysztof: Tak, dokładnie tak to wygląda. Faktycznie, to jest ogromne ryzyko. Badania w ogóle obracają się głównie wokół zarządzania ryzykiem. Same w sobie nie są wymierną wartością, stają się nią dopiero wtedy, gdy wyciągasz wnioski i coś z nimi robisz. Główną wartością jest tu po prostu radykalne zmniejszanie ryzyka porażki. Tak jak w przypadku tego startupu, o którym wspominałem wcześniej – tam ryzyko porażki było na starcie przeogromne. Jednak bazując na twardych badaniach, dość szybko dowiedzieliśmy się, że zupełnie nie opłaca się budować tej firmy w jej początkowym kształcie. Zmieniliśmy jej kierunek i to bardzo się opłaciło. Zamknięcie rundy na poziomie 54 baniek na samym końcu to całkiem spoko wynik.
Bartek: Da się z tym żyć. Super. Wiesz co, mam taki przykład, który często podaję rozmawiając z klientami. Pracujemy z nimi na takich trzech poziomach: generowanie ruchu, UX w podstawowym zakresie i retencja. Skupiając się na elementach UX-owych, mam klienta, który sprzedaje biokominki z Polski do Danii. Informacja o tym, że wysyłka samych biokominków jest darmowa, pojawiała się u niego dopiero na samym końcu checkoutu. Nie wszystkie produkty na sklepie są darmowe w dostawie, ale wszystkie biokominki, które kosztują od półtora do dwóch tysięcy złotych, wysyłane są całkowicie za darmo. Dodanie tej prostej informacji na stronie głównej, w top barze i na karcie produktu sprawiło, że jeszcze zanim zdążyliśmy wystartować z kampanią, sprzedaż zaczęła rosnąć. To mała zmiana, która zrobiła wielką różnicę. Chciałem cię zapytać, czy ty też na co dzień widujesz takie rzeczy i czy kolor przycisku faktycznie ma znaczenie?
Krzysztof: Kolor przycisku, wbrew obiegowym pozorom, ma znaczenie. Natomiast istnieje też mnóstwo typowych błędów, które jesteśmy w stanie łatwo zlokalizować na absolutnie każdym etapie zakupowym. Zaczynając już od tego pierwszego widoku po wejściu na stronę, który w większości e-commerce’ów po prostu leży. Poważnym błędem jest to, że nie posiadasz jasnej propozycji wartości – jesteś tylko kolejnym sklepem, takim samym jak milion innych na rynku. Ważne jest wypracowanie i odpowiednie zakomunikowanie tej wartości. Pomijam już w ogóle kwestie ewidentnie rozjeżdżającego się designu – na przykład baner w wersji mobilnej widoczny tylko w połowie. Albo gdy wyskakuje ci dziesięć irytujących pop-upów, które skutecznie zasłaniają wyszukiwarkę. Dalej idziemy przez listę produktów. Najczęstszym problemem dla biznesów bazujących na gotowych szablonach są dwa powtarzalne elementy. Po pierwsze: gigantyczne opisy SEO na samej górze. Po drugie: filtrowanie. Z filtrami zazwyczaj firmy idą w dwie skrajne strony: na sklepie jest ich albo stanowczo za dużo, albo zdecydowanie za mało. Kiedy spojrzysz w rzetelną analitykę, szybko okazuje się, że trzy czwarte tych opcji nie jest przez nikogo używana. Miałem kiedyś klienta z branży biżuteryjnej, który zamieścił na sklepie filtry obejmujące 40 różnych kamieni szlachetnych. Zapytałem ich: „Uważacie, że wasi klienci są na tyle branżowo świadomi, by filtrowali asortyment po tych wszystkich kamieniach?”. Weryfikujemy w analityce, a tam używano dosłownie pięciu czy sześciu z tych kilkudziesięciu wariantów. Karta produktu to z kolei zakaz ukrywania kwestii wysyłki. Inaczej jest potem wielki płacz, że ludzie masowo porzucają koszyki. Poważnym błędem jest też słaba ekspozycja zdjęć i ogólny layout. Sam przycisk CTA bardzo często nie jest zakotwiczony albo bywa w połowie zasłonięty przez okienko chatu. Pamiętaj też, że odpowiednio zaprojektowana karta produktu jest niezwykle istotnym elementem pod kątem bezpośredniego budowania zaufania. Musi też zawierać rzeczy twardo dowodzące, że jesteśmy wiarygodną i rzetelną firmą.
Bartek: Przerwę ci tu na moment, bo przypomniał mi się nagle drugi przykład a propos danych technicznych. Mieliśmy klienta, który zajmował się sprzedażą mebli. Na ich sklepie nie było absolutnie żadnej informacji o wymiarach. Chcesz kupić mebel, ale nie wiesz, czy w ogóle zmieści ci się do pokoju – to przecież absolutna podstawa. Byliśmy tam dosłownie czwartą z kolei agencją.
Krzysztof: I wciąż się dziwisz, że wam nie zapłacili?
Bartek: Zupełnie się nie dziwię. Dziwię się raczej temu, że trzy poprzednie agencje marketingowe po prostu nie wprowadziły na stronę tych wymiarów. Zrobiliśmy krótki audyt UX-owy i zwróciliśmy uwagę, że to gigantyczny bloker. Problem nie leżał w samych kampaniach – a to właśnie tam wszystkie poprzednie agencje szukały magicznego rozwiązania. Głównym kłopotem był po prostu brak wymiarów, brak informacji o wysyłce, czasie dostawy i precyzyjnych kosztach. My zarekomendowaliśmy przy niektórych produktach delikatne podwyższenie ceny bazowej i mocne obniżenie kosztów samej wysyłki, żeby skutecznie złamać barierę psychologiczną. Ostatecznie w zaledwie cztery miesiące wyciągnęliśmy sprzedaż równe trzy razy w górę. Szkoda tylko, że finalnie nam nie zapłacili.
Krzysztof: Tak jak wspominałem wcześniej, jeśli masz w e-commerce kilka takich krytycznych błędów, to jesteś w stanie bez większego problemu podciągnąć konwersję o kilkaset procent. Jeśli masz ich mnóstwo, to zazwyczaj nie masz po prostu budżetu na audyty. Ja raczej na co dzień pracuję ze świadomymi markami. Nie wciskam nikomu badań na siłę. Jeżeli przychodzi klient z mniejszym przychodem, ale widzę, że mu zależy, to proponuję zostać na początkowym etapie audytu. Mówię wtedy: „Słuchaj, gwarantuję, że konwersja urośnie, jeżeli posłuchasz wniosków z tego audytu. Za rok umówmy się na pełne badanie”. Musisz jednak czuć szacunek od takiej osoby. To nie może być przysłowiowy „Janusz biznesu”, który ostatecznie chce cię tylko wykiwać na pieniądze. Jeśli już na pierwszej rozmowie czujesz, że coś jest nie tak i klient próbuje cię oszukać, mówisz po prostu: „Wie pan co, mogę ewentualnie polecić konkurencję”.
Bartek: To może tak już na koniec, jakbyś mógł wymienić trzy rzeczy, które po naszej rozmowie ludzie powinni na pewno zapamiętać. Od czego zacząć, kiedy i jak?
Krzysztof: Myślę, że taki pierwszy tip: przejdźcie po prostu przez swoją stronę w trybie incognito. Wiele błędów od razu wtedy zauważycie. Zaoszczędzicie budżet, a konwersja wzrośnie wam nawet bez wydatków na agencję czy zewnętrznego eksperta. Druga rzecz: jeżeli chcecie zainwestować w badania, idźcie do osoby, która rzetelnie wam doradzi, czy faktycznie warto je robić i w którym konkretnie momencie. To bardzo ważne, bo badania to spory koszt. Trzecia rzecz: sztuczna inteligencja. Jeszcze nie ufajcie jej aż tak bardzo. Zdecydowanie to kusi, ale obecnie poziom technologiczny jest taki, że sztuczna inteligencja nadaje się do transkrypcji i tylko w tym obszarze jestem w stanie jej zaufać. Nie ryzykujcie z nią w zaawansowanej analityce, bo spadnie wam konwersja albo niepotrzebnie wydacie pieniądze na błędne wdrożenia.
Bartek: Tak, stracisz podwójnie. Nie dość, że zapłacisz za nietrafione wdrożenie, to jeszcze stracisz na samej konwersji. Super. Dziękuję ci bardzo za tę rozmowę. Myślę, że padło tu dużo naprawdę cennych informacji. Gdyby ktoś miał dodatkowe pytania lub chciał podjąć z tobą współpracę, jak najłatwiej cię w sieci znaleźć?
Krzysztof: Pewnie na LinkedInie. Jeśli wpiszecie „Krzysztof Miotk”, albo nawet wyszukacie w Google hasło „Wiedźmin UX”, to od razu pojawi się mój profil, więc zapraszam śmiało.
Bartek: Super. Dzięki raz jeszcze.
Krzysztof: Dzięki!

Subskrybuj
Podcast
Wpisz swój adres e-mail poniżej, a otrzymasz od nas regularnie informacje o nowych odcinkach i wpisach na temat sprzedaży i marketingu B2B!











