Czy SEO dla e-commerce ma sens? Brutalna prawda w erze AI Overviews | Michał Kukliński
Ulubiona odpowiedź marketingowca na pytanie „czy SEO ma sens?” brzmi: to zależy. Ale w erze AI Overviews prawda jest znacznie mniej wygodna – dla większości sklepów internetowych SEO jest dziś jedną z gorszych inwestycji budżetu. Ruch organiczny, który kiedyś dowoził świetne zwroty, ucieka z miesiąca na miesiąc, a wyszukiwarka coraz częściej odpowiada użytkownikowi sama, zanim ten kliknie w Twój sklep. W tym odcinku podcastu ProjectUP rozmawiam z Michałem Kuklińskim, założycielem agencji Efektownia (blisko 20 osób, ponad 8 lat na rynku, mocno SEO i B2B). Ciekawostka: jesteśmy bezpośrednią konkurencją, a mimo to potrafimy szczerze pogadać o tym, kiedy SEO się opłaca, kiedy palisz budżet i dlaczego uczciwa agencja czasem mówi klientowi „to nie dla was”.
Czego dowiesz się z tego artykułu (i odcinka)?
- Dlaczego AI Overviews sprawiają, że SEO w e-commerce coraz częściej się nie opłaca i jak policzyć zwrot z tego kanału zanim w niego zainwestujesz.
- Jak wygląda uczciwy proces SEO – dlaczego audyt powinien trwać miesiąc, a nie trzy, i na czym polega praca w pierwszym miesiącu projektu.
- Dlaczego oczekiwania typu „ROAS 10″ są nierealne i jak porównywać wyniki do własnej branży, a nie do cudzych case studies.
- Dlaczego w erze AI wygrają agencje z relacjami, a nie te z najlepszymi narzędziami i na co zwrócić uwagę, wybierając partnera do marketingu.
Dlaczego „to zależy” to jedyna uczciwa odpowiedź
Zanim w ogóle zaczniemy rozmawiać o marketingu, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie stricte biznesowe: jak patrzę na ten biznes? Czy interesuje mnie perspektywa trzech lat do przodu, bo wiem, że będę prowadził ten projekt długo, czy raczej liczy się to, co dzieje się tu i teraz? To pierwsze widełki, w których w ogóle warto się poruszać.
Jeśli prowadzisz sklep od dekady i masz zamiar robić to kolejne dziesięć lat, masz na tyle danych, żeby policzyć zwrot z inwestycji z kanału SEO. I tu pojawia się problem: bardzo często ten kanał był świetnie rentowny, ale wraz z wejściem AI Overviews wynik jest coraz gorszy i coraz gorszy – i prawdopodobnie będzie spadał z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. Dlatego mimo że SEO to jedna z naszych flagowych usług, w wielu przypadkach uczciwie mówimy klientowi: „to nie jest dla ciebie”. Bo jak dobrze policzymy, często okazuje się, że zwrot z inwestycji przyjdzie dopiero za dwa lata – a to raczej odstrasza.
Uczciwy proces SEO: audyt w miesiąc, a nie w trzy
Duża część problemu z SEO to nie sam kanał, ale sposób, w jaki agencje prowadzą projekt. Niektórzy robią sam audyt przez trzy miesiące, a potem jeszcze wdrożenie – łatwo policzyć, że pierwsze efekty pojawiają się dopiero po dziewięciu czy dwunastu miesiącach. W Efektowni proces wygląda inaczej i choć to nic rewolucyjnego, robi ogromną różnicę.
W pierwszym miesiącu projektu wykonywane są tylko (i aż) dwie rzeczy. Pierwsza to kompletna baza słów kluczowych: research, klasteryzacja, przypisanie do kategorii i produktów. Trafia ona do klienta z jednym, kluczowym zadaniem – nadać priorytety (niski, średni, wysoki) wszystkim frazom. To bywają tysiące keywordów, więc robi się to całymi klastrami, ale frazy z priorytetem wysokim są dla projektu najważniejsze. Druga rzecz to pełny audyt – na większym sklepie to 60 i więcej godzin pracy. Przekazywany jest nie jako PDF, lecz jako tablica kanbanowa, żeby klient realnie zrozumiał wnioski. W audycie nie opisujemy, co jest dobrze – skupiamy się na tym, co jest źle lub do usprawnienia. Takich zadań potrafi być 30-40, a celem jest, by do trzeciego miesiąca wdrożyć większość tych o statusie średnim i wysokim (albo podjąć decyzję, co dalej, jeśli jest blokada technologiczna).
Co konkretnie audytujemy? Już nie tylko aspekty techniczne i content. Doszła pełna analiza analityki i konwersji (czy wszystko jest poprawnie spięte i działa) oraz analiza UX/UI – jak zachowują się użytkownicy, co ich blokuje, czy ścieżka na stronie prowadzi do celu, który chcemy osiągnąć.
5 prawd o marketingu w e-commerce, których nie usłyszysz od handlowca
1. Marketing to inwestycja obarczona ryzykiem
Marketing to inwestycja, a każda inwestycja niesie ryzyko. Wybór agencji nie polega na wyeliminowaniu tego ryzyka – to niemożliwe, nieważne jak dobrych specjalistów zatrudnisz. Ryzykiem można jedynie zarządzać. Wybierając uczciwą agencję, która robi uczciwe estymacje, minimalizujesz je. Bo jeśli ktoś był szczery na etapie handlowym, prawdopodobnie będzie szczery przy realizacji. A jeśli naściemniał już przy podpisywaniu umowy – czego się spodziewać dalej?
2. Uczciwa agencja doradza, czego NIE robić
Największą przewagą agencji z szerokim wachlarzem usług jest to, że może uczciwie doradzić: „Google Ads tak, w Meta tylko remarketing, SEO odpuśćmy, ale warto robić content na Instagram”. Agencja, która ma tylko SEO – a do tego jest na finansowym głodzie, bo straciła kontrakt – raczej nie powie klientowi „lepiej idźcie gdzie indziej, róbcie coś innego”. To się w większości przypadków po prostu nie wydarzy. Uczciwość na etapie handlowym to Twoja najlepsza ochrona przed przepalonym budżetem.
3. Porównuj się do własnej branży, nie do cudzych case’ów
Branża marketingowa epatuje wynikami, które są nierealne albo realne tylko pod warunkiem, że ktoś wcześniej wydał miliony w telewizji i u dużych influencerów. Klasyczny przykład: dwie firmy sprzedają identyczny kosmetyk. Jedna ma ROAS 20, druga 6. Dlaczego? Ta pierwsza to marka, która od dziesięciu lat inwestuje w budowanie brandu i personal brandu właścicielki, ma zaangażowaną społeczność. Druga to producent z 30-letnim stażem, który e-commerce odkrył dopiero „przy okazji” pandemii, a reklamy – jeszcze później. Porównywanie się do konkurencji bez tego kontekstu to wielka pułapka i prosta droga do złych wniosków (na przykład „trzeba wymienić agencję”).
4. Współpraca po stronie klienta decyduje o wyniku
SEO to współpraca marketingowa – obie strony pracują i obie są zaangażowane. Długofalowo nie da się (albo jest to bardzo trudne) osiągać dobrych wyników, jeśli druga strona jest zamknięta i nie daje swojego czasu na spotkanie czy rozmowę. Rozumiem właściciela e-commerce, który gasi pożary: tu paczka nie dojechała, tam brakuje człowieka na magazynie. Telefon od „gościa od SEO” jest wtedy ostatnim priorytetem. Ale jeśli chce mieć wyniki, musi się zaangażować – albo wyznaczyć w firmie osobę-łącznika, która da zespołowi merytoryczny feedback o branży i wynikach. Bez tego szanse na sukces maleją, a nie rosną.
5. Wygrają relacje, nie narzędzia
Najważniejszy trend dla wszystkich w marketingu – agencji i freelancerów – to budowanie relacji z klientami, a nie ustawianie się w kontrze „kolejne AI, kolejna automatyzacja”. Narzędzia to świetny lewar do skalowania, ale wygrają nie ci, co będą mieli lepsze narzędzia, tylko ci, co będą mieli relacje. Paradoks jest taki, że im więcej automatyzujemy, tym mniej mamy punktów styku z klientem – a to właśnie podczas rozmowy, statusu czy telefonu buduje się relację. Wyklikać reklamę wkrótce będzie potrafiła sztuczna inteligencja. Zbudować relację, dopytać klienta i wpaść na nieoczywisty pomysł – jeszcze długo nie.
📈 Jak wybrać agencję i zminimalizować ryzyko
Skoro ryzyka nie da się wyeliminować, całą grę toczy się o jego minimalizację. Oto na co zwrócić uwagę:
- Sprawdź, z kim właściwie rozmawiasz. W wielu agencjach od pierwszego kontaktu aż do podpisania umowy rozmawia z Tobą wyłącznie handlowiec (często rozliczany prowizyjnie), a za projektem nie stoi żaden konkretny specjalista. To pierwsza duża pułapka.
- Wymagaj uczciwych estymacji. Dobra agencja poda widełki albo trzy scenariusze (pesymistyczny, realistyczny, optymistyczny) zamiast obiecywać kosmiczne wyniki. Paradoksalnie zdarza się przegrać deal właśnie przez uczciwość – klient wybrał agencję z większymi estymacjami, choć sam w nie nie wierzył, „bo przynajmniej będzie ich mógł rozliczać”.
- Urealnij oczekiwania (ROAS). „Chcę ROAS 10″ przy obecnym niecałym 2 to nie jest cel, to życzenie. W wielu branżach 5 to świetny wynik, 6 wybitny, a 10 bez milionów wydanych wcześniej w TV i u influencerów po prostu się nie wydarzy. To jak z trenerem personalnym – po miesiącu nie startujesz w zawodach.
- Zadaj wszystkim te same pytania. Porównuj gruszki do gruszek. Materiał „18 pytań, które warto zadać agencji marketingowej” powstał dokładnie po to – dla jednego klienta najlepszą odpowiedzią będzie „damy wam co miesiąc raport i nie zajmujemy czasu”, dla innego „chcę wiedzieć, co się dzieje”. Bez tych pytań ryzykujesz, że wybierzesz gorzej, niż mógłbyś.
Wersja do czytania
Transkrypcja odcinka: Czy SEO dla e-commerce ma sens? | Michał Kukliński
RozwińPoniżej znajdziesz skondensowany zapis (transkrypcję) rozmowy, w której Bartek Manicki z agencji ProjectUP oraz Michał Kukliński (założyciel agencji Efektownia) rozkładają na czynniki pierwsze pytanie, które zadaje sobie wielu właścicieli sklepów: czy inwestować w SEO. To obowiązkowa lektura dla każdego, kto planuje budżet marketingowy w erze AI i chce wybrać agencję, nie przepalając pieniędzy.
W tej transkrypcji przeczytasz o:
- Dlaczego SEO dla e-commerce coraz częściej się nie opłaca: jak AI Overviews zjadają ruch organiczny i jak liczyć zwrot z tego kanału.
- Jak wygląda uczciwy proces SEO: audyt w pierwszym miesiącu, baza słów kluczowych na kanbanie i priorytetyzacja zadań.
- Dlaczego współpraca po stronie klienta jest kluczowa: rola osoby-łącznika i spotkań statusowych.
- Skąd biorą się nierealne oczekiwania: case ROAS 20 vs 6 i pułapka porównywania się do cudzych wyników.
- Jak wybrać agencję i zminimalizować ryzyko: sprzedawca kontra specjalista, uczciwe estymacje i „18 pytań”.
- Trendów AI w agencjach: dlaczego relacja wygrywa z automatyzacją i co dzieje się z pracą copywriterów oraz grafików.
Bartek Manicki: Cześć Michał. Powiedz na początek, kim jesteś i czym się zajmujesz.
Michał Kukliński: Cześć. Nazywam się Michał Kukliński, jestem założycielem agencji marketingowej Efektownia. Rozwijam ten projekt ponad osiem lat i prowadzę niespełna 20-osobowy zespół. Robimy podobne rzeczy do Was – SEO, social media, performance – ale my mocniej siedzimy w B2B i generowaniu leadów, a Wy w e-commerce.
Bartek: Jesteśmy bezpośrednią konkurencją, a jednak się lubimy. Jak Ci się prowadzi B2B kontra e-commerce?
Michał: Wolę projekty B2B, są dla mnie ciekawsze, choć e-commerce potrafi być bardziej złożony, żeby dowieźć rezultat. To trochę sentyment – od B2B zaczynałem. Kiedy robiłem restrukturyzację firmy, czytałem „Good to Great” i zadałem sobie pytanie z tej książki: jaki segment klientów lubimy obsługiwać, mamy w nim dobre wyniki i będą chcieli nam za to płacić. U mnie wyszło B2B, u Was pewnie e-commerce.
Bartek: Mam klienta, sklep ogrodniczy, który zapytał wprost: „Bartek, czy SEO dla e-commerce ma sens?”. Powiedziałem mu jedno. A co Ty byś odpowiedział?
Michał: Ulubiona odpowiedź marketingowca: to zależy. Ale w większości przypadków SEO jest niepotrzebne, zwłaszcza e-commerce’om. Najpierw trzeba spojrzeć na to z perspektywy biznesowej: czy patrzę na ten biznes w perspektywie trzech lat, czy tu i teraz. Jeśli prowadzę sklep dziesięć lat i będę kolejne dziesięć, mam dane, żeby policzyć zwrot z tego kanału.
Bartek: Był bardzo duży, superrentowny kanał. Po czym zmieniła się wyszukiwarka – AI Overviews – i wynik jest coraz gorszy.
Michał: I będzie spadał z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. Dlatego mimo że to nasza flagowa usługa, w większości przypadków SEO nie jest najlepszym pomysłem. Ja też wielu klientom mówię wprost, że jak policzymy, to zwrot przyjdzie za dwa lata – i to ich odstrasza.
Bartek: My tego projektu ogrodniczego pod SEO już nie prowadzimy, zwroty były niskie. Klient poszedł to realizować z kimś innym, u nas został w performance i marketing automation. Po kilku miesiącach pytam: „Udało się coś uratować w SEO?”. Nie udało.
Michał: Rozumiem, że ktoś chce przetestować inny zespół, licząc na inny pomysł. Różne agencje różnie podchodzą do SEO. Niektórzy robią sam audyt przez trzy miesiące, a potem wdrożenie – i pierwsze efekty są po dziewięciu czy dwunastu miesiącach. My robimy to inaczej. W pierwszym miesiącu tylko dwie rzeczy: kompletną bazę słów kluczowych do oddania klientowi i pełny audyt.
Bartek: Bazę my też robimy w kilku iteracjach – research, klasteryzacja, przypisanie kategorii.
Michał: Dokładnie. Klient ma jedno zadanie, ale kluczowe: nadać priorytety (niski, średni, wysoki) wszystkim frazom. To bywają tysiące keywordów, robi się to klastrami. Frazy z wysokim priorytetem są najważniejsze. Drugi element to pełny audyt – na dużym sklepie 60 i więcej godzin pracy. Przekazujemy go jako tablicę kanbanową, nie PDF, żeby klient zrozumiał wnioski. Nie piszemy, co jest dobrze – tylko co jest źle albo do usprawnienia. Takich zadań bywa 30-40. Celujemy, żeby w trzecim miesiącu większość tych średnich i wysokich była wdrożona.
Bartek: A co konkretnie audytujecie? Technika, treści, UX?
Michał: Historycznie skupialiśmy się na technice. Dziś to też pełna analiza analityki i konwersji – czy wszystko jest spięte i działa – oraz UX i UI, czyli jak zachowują się użytkownicy, co ich blokuje, czy ścieżka na stronie prowadzi do celu. Ten pierwszy miesiąc jest kluczowy. A potem najważniejszy element, który klienci najczęściej nie dowożą: współpraca.
Bartek: To ja też powtarzam.
Michał: SEO to współpraca marketingowa. Obie strony pracują. My dowozimy, ale oczekujemy, że klient też dowiezie. A z tym bywa różnie. Są klienci, którzy czują marketing i angażują się, i tacy, którzy nie potrafią znaleźć godziny w miesiącu. Ostatnio klient miał pretensje o projekt. Przejrzałem korespondencję – przez cały rok wymieniliśmy trzy, cztery maile. Za mało komunikacji. To tu jest problem, nie w optymalizacji kampanii.
Bartek: Rozumiem klienta, który gasi pożary w e-commerce – tu paczka nie dojechała, tam nie ma człowieka na magazynie i trzeba pakować, bo inaczej nie wyjadą. A gość od SEO dzwoni, że „trzeba pogadać”. To ostatni priorytet.
Michał: Jeśli chce mieć wyniki, musi się zaangażować – albo wyznaczyć osobę-łącznika w firmie. Nie musimy rozmawiać z founderem cały czas, wystarczy ktoś, kto da merytoryczny feedback o ich branży.
Bartek: Wróćmy do pytania, czy SEO dla e-commerce ma sens. Powiedzieliśmy, że w większości przypadków ciężko dowieźć wynik.
Michał: Bo mamy wybór. Będąc e-commerce’em, jakiegoś marketingu internetowego potrzebujemy. Ale możliwości jest coraz więcej – social media, Ads, SEO, YouTube, podcasty. I to jest raczej wada niż zaleta, bo próg wejścia rośnie, a nie maleje. Koszty obsługi i stawki CPC w Google czy Facebooku w większości idą w górę. Do tego wielokanałowość: musimy być tam, gdzie są nasi odbiorcy, a oni są wszędzie. Zamiast jednej rolki produkujemy trzy, cztery wersje pod platformę – i nagle to kosztuje niemało. Zostają ci najbogatsi, których stać, żeby bić się na wielu platformach.
Bartek: Zakładam, że klient może nie wiedzieć, czego chce – ale jak trafi do dobrej agencji, to ona go edukuje i doradza. Niestety jest sporo agencji, które sprzedadzą wszystko, byle podpisać umowę.
Michał: Ja i Ty możemy uczciwie doradzić, bo mamy różne usługi. Ale agencja, która ma tylko SEO i jest na finansowym głodzie, raczej nie powie „lepiej idźcie gdzie indziej”.
Bartek: Ja nawet gdy mieliśmy tylko SEO, mówiłem: „to nie dla was, idźcie w Ads, bo liczycie na tu i teraz”. Lepiej się czuję, odmawiając, niż biorąc projekt na głodzie.
Michał: Rozumiem ten argument, on jest realny. Ale trzeba pamiętać, że coraz trudniej prowadzić biznes w internecie przez tę wielokanałowość. A oczekiwania przedsiębiorców bywają z kosmosu.
Bartek: Mam świeży case. Przychodzi klient: „ROAS 10″. Jaki macie dziś? Niecałe 2. Mówię uczciwie: trzy zrobimy w miarę szybko, pięć to super, sześć wybitny, dziesięć jest niemożliwe. Chyba że wydacie milion na telewizję i influencerów. Klient zaakceptował ROAS 5. A potem na statusie zespół pyta, w jaki ROAS celujemy. Klient: „Dziesięć”.
Michał: To nie są pojedyncze przypadki. Ale myślę, że wynika to z braku wiedzy, a nie ze złej woli.
Bartek: Nasza branża sama epatuje nierealnymi wynikami – case’ami, które są realne tylko po milionach wydanych wcześniej w TV.
Michał: Warto porównywać się do własnej branży i produktu. Mam przykład, który powtarzam do znudzenia: dwóch klientów robi identyczne kosmetyki, „mazidła”. Jeden ma ROAS 20, drugi 6. Ten z 20 to tylko marka, która od dziesięciu lat inwestuje w brand i personal brand właścicielki oraz zaangażowaną społeczność. Ten z 6 to producent z 30-letnim stażem, który e-commerce zrobił na kanwie pandemii, a reklamy odkrył jeszcze później. I teraz ten drugi myśli: „w branży mają po 20, my mamy 6 – trzeba wymienić agencję”. A to pułapka porównywania się.
Bartek: Ja przegrałem ostatnio deal przez uczciwość. Klient dał dostęp do kont i poprosił o audyt oraz estymację. Zrobiliśmy trzy warianty: pesymistyczny, realistyczny, optymistyczny. Powiedzieliśmy wprost, że nawet w pesymistycznym będzie lepiej niż teraz. Klient stwierdził, że nasze estymacje są zbyt skromne i wybrał agencję, która obiecała więcej. Zapytałem, czy w to wierzy. Odpowiedział, że zupełnie nie, ale „przynajmniej będzie mógł ich rozliczać”.
Michał: Ja jestem zdania, żeby mówić prawdę – podać prognozy albo widełki dla branży. Marketing to inwestycja, a każda inwestycja niesie ryzyko. Wybór agencji to kwestia minimalizacji ryzyka, nie jego eliminacji. Nie da się go wyeliminować, można nim tylko zarządzić – wybierając uczciwą agencję, która robi uczciwe estymacje. Bo jeśli byli uczciwi na etapie handlowym, pewnie będą i przy realizacji. A jeśli naściemniali przy umowie, czego się spodziewać dalej?
Bartek: To jak z trenerem personalnym – trzeba wybrać takiego, który ma doświadczenie w prowadzeniu takich jak my, a nie zawodowców.
Michał: Przedsiębiorcy zbyt mało czasu poświęcają na wybór dobrej agencji, a później znajdują czas, żeby dokręcać jej śrubę. Zwróciłbym uwagę na to, z kim się rozmawia.
Bartek: U nas jest tak: mamy sprzedaż, ale od momentu podpisania umowy sprzedawca znika, a klient rozmawia już tylko ze specjalistą, który realizuje działania.
Michał: My nie mamy sprzedawców w ogóle. W wielu agencjach do podpisania umowy rozmawia wyłącznie handlowiec, często prowizyjny – jemu zależy, żeby klient podpisał, a za projektem nie stoi konkretny specjalista. To duża pułapka. Dlatego zrobiłem materiał „18 pytań, które należy zadać agencji”. Chodzi o to, żeby porównywać gruszki do gruszek: zadaj wszystkim te same pytania i zobacz, która odpowiedź jest najlepsza dla Ciebie. Dla jednego klienta idealna będzie agencja, która „daje raport co miesiąc i nie zajmuje czasu”, dla innego taka, z którą ma stały kontakt.
Bartek: Zahaczyliśmy o twarz, która stoi za projektem – personal brand. Widzę silny trend, żeby właściciele e-commerce budowali „boss brand”. Warto?
Michał: To zależy. Wymaga dużego poświęcenia czasowego – to praktycznie pełny etat: wywiady, poradniki, kursy, konferencje. Osoby, które zbudowały agencje wokół swojego personal brandu, jak Artur Jabłoński czy Szymon Negacz, przez długi czas miały ten skutek uboczny, że klienci chcieli współpracować bezpośrednio z nimi. Sam mam takie spostrzeżenie: występowałem niedawno z 25-30-minutową prezentacją dla 70-80 osób. Mierzę czas w Toggl – przygotowanie zajęło ponad 12 godzin, a to było już drugie wystąpienie z tym tematem. Za pierwszym razem było go jeszcze więcej. To cena, którą płaci się za personal brand – są elementy, których nie widać.
Bartek: To niedużo. Znam kogoś, kto do wystąpienia na dużej konferencji przygotowuje się ponad 100 godzin. Pytałem go o zwrot – czy ma z tego leady. Nie bardzo. Ale gdy już ma klienta z polecenia czy przetargu, to pomaga go wygrać, bo jest uznawany za eksperta.
Michał: Ja robię te wystąpienia bardziej dla własnego rozwoju – jestem introwertykiem, to sposób, żeby wyjść do ludzi. I lubię dzielić się wiedzą. Feedback po konferencji, gdy ludzie podchodzą i dopytują, to zapłata od razu.
Bartek: Z podcastem mam podobnie – leadów za bardzo nie przynosi, ale daje satysfakcję i pozwala dzielić się przemyśleniami. Gdybym te pieniądze wrzucił w budżet reklamowy, pewnie pozyskałbym lead. Ale to inne pole.
Michał: Zbieranie doświadczenia na innych platformach też jest fajnym boostem.
Bartek: Gdybyś miał zgadywać – jakie trendy marketingowe i agencyjne nas czekają? Agencje będą potrzebne czy nie?
Michał: Stawiam tezę, że najważniejszym trendem jest budowanie relacji z klientami i partnerami, a nie ustawianie się w kontrze do AI. Sami korzystamy z narzędzi, dużo się zmieniło przez ostatni rok. To lewar do skalowania. Ale wygrają nie ci z lepszymi narzędziami, tylko ci z relacjami. Stawiam, że to te agencje przetrwają.
Bartek: A może agencje w ogóle nie będą potrzebne? Google i Meta wprowadzą algorytmy, gdzie wpiszesz nazwę sklepu, budżet i oczekiwany zwrot, i to się wydarzy.
Michał: Na niektórych projektach będzie to miało rację bytu. Dziś specjalista adsowy to bardziej osoba, która odznacza w panelu, czego nie automatyzować, niż konfiguruje wszystko jak kilka lat temu. Duże platformy idą w tę stronę, ale głównie dla małych i średnich. Wątek konsultingowy – żeby mieć z kim odbić myśli – nadal będzie potrzebny. Content powoli ginie, copywriterów coraz mniej, bo jakość AI writerów jest wyższa. My mamy wdrożony pełen workflow do pisania treści i jakość na końcu iteracji jest naprawdę satysfakcjonująca. Kolejni będą graficy.
Bartek: Zmusiliśmy naszych grafików, żeby weszli w narzędzia do generowania wideo AI. Kupiliśmy modele, kursy, kazaliśmy robić. Narzekali, że są grafikami i chcą „malować obrazki”. Po miesiącu już nie chcą robić grafik – mówią, że wideo AI jest ciekawsze i bardziej kreatywne.
Michał: To nie jest walka „AI zabierze nam pracę”, tylko zmiana codziennych czynności na bardziej kreatywne. Mój zakład jest taki, że AI nie zbuduje relacji z klientem. A widzę, że tych relacji coraz bardziej brakuje, bo zasłaniamy się automatyzacją. Kiedyś punktów styku z klientem było więcej – brief, spotkania. Dziś część automatyzujemy i tych punktów jest mniej. A to podczas rozmowy buduje się relację.
Bartek: My jesteśmy mało zautomatyzowaną agencją pod tym względem. Specjaliści z kilkunastoletnim stażem mówią, że nigdy nie rozmawiali tyle z klientami co u nas. I tak ma być. Wyklikać reklamę wkrótce będzie potrafiła AI, ale zbudować relację i wpaść na nieoczywisty pomysł – jeszcze długo nie. Znam agencję, która wpadła na „genialny” pomysł: zastąpić opiekuna klienta chatbotem AI 24/7, nauczonym o projekcie. Zastąpili ludzi, do których można było zadzwonić. Efekt? Sześć wypowiedzeń umów w miesiąc.
Michał: Jak dzwonimy na infolinię banku i słyszymy bota, to już scyzoryk się otwiera. Boty są coraz lepsze, ale jako społeczeństwo nie chcemy zrzucać wszystkiego na automatyzację. Młodsze pokolenie mocno zwraca uwagę na relacje i autentyczność, więc kolejny bot go nie przekona. Biznesowo zwolnienie 50-osobowego zespołu i zostawienie jednej automatyzacji się spina. Ale z perspektywy relacji z klientami – już nie.
Bartek: Dzięki Michał za rozmowę. Powiedz na koniec, jak Cię znaleźć.
Michał: Można mnie złapać na LinkedInie, choć nie jestem tam aktywny, albo przez stronę efektownia.pl. Jeśli ktoś chce pogadać szerzej o tych wątkach, chętnie podyskutuję

Subskrybuj
Podcast
Wpisz swój adres e-mail poniżej, a otrzymasz od nas regularnie informacje o nowych odcinkach i wpisach na temat sprzedaży i marketingu B2B!











